KSIĘGA GOŚCI







ARCHIWUM:
 2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień

LINKI:
 BLOGI
DAMMS
Spokojny
Samotniczek
kociakicia
target
sure9-4
podróżnik
boyboy
syniska
gejowisko
ordinary
smok grześ
thunderpussy
gosciu
Taygert
Piernik
Velaris
Zakazany
Broken
Gejas

LUBIMY
Baśka Kwarc
Baska - Krk
Amelia moblog
Madonna New Era
Amelia
Absolutnie fabulous
Kalina Jędrusik
Madonna
Dalida
Pedro Almodovar


BANERKI
Shatmach Gay Blog Top

B l o g i   g e j ó w

lgbt.blog

2009-11-16 22:28:46 >> Kwik-kwik

Czas szybko zapierdala i oto nasze zacne liceum obchodzi za tydzień 90-lecie powstania, a je jeszcze pamiętam jak w ramach zajęć plastycznych robiliśmy plakaty z okazji 70-lecia… Niestety mój projekt nie wydał się naszej pani od plastyki zbyt odkrywczy i napaliłem nim w piecu… Tak więc postanowiliśmy spotkać się nieoficjalnie tydzień przed w knajpie, żeby na luzie pogadać a za tydzień pójdziemy oficjalnie, żeby spotkać np. naszych nauczycieli. Spotkanie było bardzo sympatyczne, w niedużym gronie, przy 5 kolejkach Finlandii, tatarze i czymś tam jeszcze trochę bardziej wykwintnym (bo na czystych talerzach podane). Potem impreza przeniosła się do naszej chaty i skończyło się na wielkim rzyganiu Biedronki przez pół nocy, bo on umiaru nie ma… Podobno mnie wołał o pomoc, ja przyszedłem do łazienki, ale wszystko było ok., więc poszedłem z powrotem do wyra, a on podobno dalej wołał o pomoc. Rano znaleźliśmy go na sofie w pokoju dziennym… Ot, nie ma to jak się zabawić ze starymi prykami…

Kupujemy hurtowo „Jeżyki”, bo podobno kasa jest w środku opakowania, na razie nic… ale kto nie gra ten nie wygrywa… Myślę, że teraz dopiero dam się wciągnąć w hazard, o którym ostatnio sporo się słyszy… Jeżyki jeżykami, hazard hazardem a mnie pewnie dupa od tego urośnie…

Cała trasa do Egiptu mniej więcej ustalona i zarezerwowana:

- wylot o 19.40 z Wawy liniami Eurocypria (czy jakoś tam) 5 grudnia;

- O 01.50 lądujemy w Hurgadzie, czekamy do godziny  06.05 i lecimy Egypt Air do Kairu;

- 3 dni w Kairze w hotelu Cairo Center Hotel za 26usd za nockę, zwiedzanie Gizy, Sakkary, Dahszur;

- 8 grudnia wracamy do Hurgady, 4 dni w Mariott`cie (tochę droższy) – byczenie, quady na pustuni, może nurkowanie…;

- 12 grudnia o 01.50 powrót do Wawy;

Ot, taki ekspresik w ucieczce przed grypą…

***

Ot, i nie uciekliśmy, bo właśnie dzisiaj po południu odebrałem telefon od Biedronki – „jak będziesz jechał do domu to wstąp do apteki i kup mi gripex bo mam grypę”. Ot, w mordę kopany wirus jebany… mam nadzieję, że nie będzie kwik-kwik…

 

2009-11-11 21:54:23 >> Empik Cafe

Fajnie jak jest taki wolny dzień w środku tygodnia, szczególnie jak po nim czeka dzień maksymalnego zapiedrolu w pracy i szkoda, że pogoda jest maksymalnie chujowa. Spaliśmy do 12 w południe, potem Wujek zrobił wyślizganego na patelni omleta, a potem rozłożyliśmy naszą sofę i we trójkę oglądnęliśmy „Czekoladę” z Juliet Binoche oraz „Wszystko o mojej matce” Almodovara.

Ja oglądałem to wszystko trochę bocznym okiem, bo surfowałem po sieci w celu rezerwacji lotów po Egipcie, bo Wujek musi wykorzystać urlop a w TUI mieli zajebiście tanie bilety czarterowe do Hurgady, więc dokonaliśmy prawie spontanicznego zakupu, ale reszta jest już na mojej głowie – Kair, Giza, Sakkara, Hurgada itd. Znowu nie dajemy zarobić turoperatorom…

W naszym mieście otwarli niedawno ogromne centrum handlowe i jak każde szanujące się cioty poszliśmy się polansować i przy okazji na zakupy. Wujek kupił sobie kangurówkę oraz spodnie, ja raczej szalałem w Empiku… Ale na zakończenie chcielismy napić się kawy, poszliśmy więc do Empik Cafe i oczywiście zaczęła się jazda. Ja dałem 100 zł, a Pani wydała mi do 50zł. No to co? No to robimy kasę! Gotówka, płatności kartą i… i Pani nie wie jak to się robi bo ona „jest zmęczona” i poza tym to jeszcze nie zna dobrze programu komputerowego… Ja pierdolę! Gratuluję i była to Pani „MANAGER” a nie jakaś tam siksa-wyrobnica… Myślałem, że w takich sieciach pracują profesjonaliści, jeszcze jak mi ów pani powiedziała, że to już drugi raz ma taką sytuację to wszystko mi opadło… Oczywiście nie doszliśmy do prawdziwego stanu kasy, więc mówię jej prosto w oczy: „biorę to 50 zł, ale pani to sobie na spokojnie przeliczy, ja przyjdę jutro i wyjaśnimy, jeśli będzie brakować – ok., oddaję, jeśli nie to stawia mi pani kawę”. Wszystko trwało ok. 40 minut i miałem dość a moja zamówiona kawa dawno wystygła. Poza tym nie wiem jak oni na ten czynsz zarobią jeśli w sobotę (szczyt ruchu tygodniowego na wieczór mają 2044 zł utargu!). Toż to szok! Wróciłem na drugi dzień, przy okazji oddając film z wypożyczalni o Coco Chanel – polecam, tak przy okazji, idę do pani a ona stwierdza, że to jest jakiś matrix, bo oprócz moich 50 zł jeszcze miała 30 zł za dużo… Chuj z nią, poszliśmy na kawę gdzie indziej, choć bardzo nas zapraszała…

Tak a propos jeszcze naszej nowej deski i komentarzy do niej: grunt, że dobrze się na niej sra a muszelki zawsze przypominają mi o wakacjach a poza tym nigdy nie pisałem, że mamy dobry gust… My cioty ze wsi też mamy słomę w butach i gdzie tam jeszcze chcecie...

 

2009-11-04 23:35:24 >> New in tha house

W końcu zakupiliśmy nową deskę klozetową, nie taką jak chcieliśmy i nie wiem czy mi się podoba, ale jest ciężka i solidana i ... nie szczypie!



A nasze piesolisy mają nowe M-1 i są bardzo szczęśliwe!