I minął znowu ten wariacki czas świąteczno-noworoczny. Wszystko zwalnia w robocie za to przyspiesza w centrach handlowych… Mnie na szczęście (i całą moją rodzinkę łącznie z Petitem) to w tym roku ominęło. A dlaczego? Mamcia zarządziła 2 sprawy:
- Boże Narodzenie spędzamy na występach gościnnych w Zakopanem;
- Każdy losuje tylko 1 osobę dla której robi mały prezent;
I już, szybko, miło i tanio, ale czy rodzinnie? Zobaczymy. Aha i jeszcze najważniejsza modyfikacja świąteczna – Wujek spędza święta z nami! Czyli Oli i Stefek też będą razem.
Wyjazd w piątek po południu, bez pośpiechu, powolutku i nawet bez korków. Dojechaliśmy gładko i zaokrętowaliśmy się w Willi Skorusa, od razu uderzył mnie zapach drewniano-stołówkowy i przypomniałem sobie dzieciństwo spędzany w domach wypoczynkowych w czasach PRL-u. Po kolacji poszliśmy na krótki wieczorny spacer pod reglami. Pieski wniebowzięte bo trochę śniegu pozwoliło ponurkować nosami i wytarzać się w białej substancji…
W Wigilię lans na Krupówkach, odwiedziny cmentarza na Pęksowym Brzysku, Krzeptówki, sanktuarium zakopiańskie i pełen luz. Wujek kupuje zimowe buty i lans jest od stóp do głów. I hartowanie alkoholiczne. Po raz pierwszy…
Trochę obawiałem się samej kolacji wigilijnej, bo oprócz nas mieli być jeszcze jacyś inni goście, ale w sumie wszystko odbyło się sympatycznie. Jedyna różnica polegała na braku przemówienia ojca, za to pośpiewaliśmy kolędy, tutaj brylował akustycznie Wujek, choć nie tylko tutaj, bo był także autorem najlepszych śledzików oraz wypieków własnych… Było śmiesznie, sympatycznie i poproszono nas „o modlitwę…” A prezenty super! Mamy nową patelnię!
Drugi dzień to wyprawa na Gubałówkę, rodzinka kolejką, my na piechtę, bo psy nie miały kagańców i od razu się wkurwiłem i zaoszczędziłem 26 zł plus 2 bagażowe. A i spaliliśmy kilka kalorii… Na górze drugie hartowanie alkoholiczne prze akompaniamencie kaszanki z chlebem… Wieczorkeim pożegnalny lans na Krupówkach. Uderzyło mnie brak tłumów, ale podobno bardziej popularny jest Sylwester. I dobrze!
Trzeci dzień to wodne zabawy w Białce Tatrzańskiej i wizyta w karczmie, gdzie przygrywała góralska kapela (mnie nie było, bo mieliśmy spięcie z Wujkiem z powodu kapusty…). Niestety leje deszcz i śnieg szlag trafił, piesolisy już nie mogą nurkować… No i tyle. Powrót we wtorek po śniadaniu. Gdyby nie kapusta byłoby idealnie…