Czas szybko zapierdala i oto nasze zacne liceum obchodzi za tydzień 90-lecie powstania, a je jeszcze pamiętam jak w ramach zajęć plastycznych robiliśmy plakaty z okazji 70-lecia… Niestety mój projekt nie wydał się naszej pani od plastyki zbyt odkrywczy i napaliłem nim w piecu… Tak więc postanowiliśmy spotkać się nieoficjalnie tydzień przed w knajpie, żeby na luzie pogadać a za tydzień pójdziemy oficjalnie, żeby spotkać np. naszych nauczycieli. Spotkanie było bardzo sympatyczne, w niedużym gronie, przy 5 kolejkach Finlandii, tatarze i czymś tam jeszcze trochę bardziej wykwintnym (bo na czystych talerzach podane). Potem impreza przeniosła się do naszej chaty i skończyło się na wielkim rzyganiu Biedronki przez pół nocy, bo on umiaru nie ma… Podobno mnie wołał o pomoc, ja przyszedłem do łazienki, ale wszystko było ok., więc poszedłem z powrotem do wyra, a on podobno dalej wołał o pomoc. Rano znaleźliśmy go na sofie w pokoju dziennym… Ot, nie ma to jak się zabawić ze starymi prykami…
Kupujemy hurtowo „Jeżyki”, bo podobno kasa jest w środku opakowania, na razie nic… ale kto nie gra ten nie wygrywa… Myślę, że teraz dopiero dam się wciągnąć w hazard, o którym ostatnio sporo się słyszy… Jeżyki jeżykami, hazard hazardem a mnie pewnie dupa od tego urośnie…
Cała trasa do Egiptu mniej więcej ustalona i zarezerwowana:
- wylot o 19.40 z Wawy liniami Eurocypria (czy jakoś tam) 5 grudnia;
- O 01.50 lądujemy w Hurgadzie, czekamy do godziny 06.05 i lecimy Egypt Air do Kairu;
- 3 dni w Kairze w hotelu Cairo Center Hotel za 26usd za nockę, zwiedzanie Gizy, Sakkary, Dahszur;
- 8 grudnia wracamy do Hurgady, 4 dni w Mariott`cie (tochę droższy) – byczenie, quady na pustuni, może nurkowanie…;
- 12 grudnia o 01.50 powrót do Wawy;
Ot, taki ekspresik w ucieczce przed grypą…
***
Ot, i nie uciekliśmy, bo właśnie dzisiaj po południu odebrałem telefon od Biedronki – „jak będziesz jechał do domu to wstąp do apteki i kup mi gripex bo mam grypę”. Ot, w mordę kopany wirus jebany… mam nadzieję, że nie będzie kwik-kwik…