KSIĘGA GOŚCI







ARCHIWUM:
 2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień

LINKI:
 




2012-01-08 19:55:26 >> Viola V.

Ratunku!!! Na TVP Kulturva leci maraton z Violką Villasową i Wujek mnie katuje jej twórczością. Właśnie leci "List do matki" i Wujciu szlocha... Ja pierdolę... Nie wytrzymam...

Przypomniałem sobie, że mam w chuj zadania na francuski a tak mi się nie chce... Dziś zrobię gramatykę, ale jeszcze wypracowanie: "Le bateau etait calme, l`eau bleue de la mer clapotait au pied de la falaise..." I odpływam na 200-250 słów. Jeszcze przyjdzie czas, na to czas... Violka rulez! A tak, chyba w czasie przeszłym powinno być, ale jaki jest czas przeszły od rulez?

Młody dziś pochwalił bigos Wujka (który de facto się nie skończył, o czym przez pomyłkę poinformowałem w poprzedniej notce), że nie jest wodnisty, ale taki zwarty... A propos zwartości - Młody znowu dał... (ale to chyba o rozwartość bardziej chodzi...).

Stef chory, ma zapalenie gardła! Chodzi co drugi dzień na zastrzyki, ale nie bardzo mu się poprawia... Rzeczywiście ma całe czerwone gardło... Niesamowite, a to wszystko, że jadł śnieg w Zakopanem... Boimy się, żeby Oli tego nie dostała, bo to podobno zaraźliwe... Mamy szpital piesowy w domqu...

A wczoraj na wyprzedaży w Makro tak fikały koniki:


 

2012-01-06 12:05:44 >> Moves like Jagger

Jakoś mam opóźnienie ostatnio i mam jakieś wrażenie, że coraz więcej rzeczy zostawiam na później i kupa rośnie… W ten nowy wolny dzień w kalendarzu naszej przebogatej gospodarki, czyli 3 Króli ja w szlafroczku działam na Wolnych Farmerach (wszyscy się z tego śmieją) i słucham „muzycznych”, a Wujek pichci obiad – bo dziś nalot mojej rodzinki i już krzyczy, że nie zdąży…

Od 18 kwietnia do 31 grudnia była posucha, ale w końcu Młody „otworzył się” i noc sylwestrowa okazała się nieustającym maratonem seksu. I chyba wolę takie świętowanie nowego roku niż jakieś bale-w-szale. Miśka po otrzymaniu dawki środków uspokajających przeleżała całą noc na sofie „bo była bardzo zmęczona”.  Bigos wyprodukowany przez Wujka w ilości hurtowej wreszcie się skończył…

U nas załamanie finansowe – dostaliśmy rachunek za prąd za 2 miesiące – 2,34zł (w tym 0,32 zł za odsetki za nieterminowe wpłaty) – nasz kraj jest rzeczywiście bogaty, więc po co jakiekolwiek oszczędności?

Odnowiliśmy znajomość z państwem Sąsów, po półtora roku, Wujek zrobił tort i życzyliśmy Pawełkowi sto lat, bo zostało mu tylko 70), szkoda tylko, że u nich w domu (w którym prowadzą żłobek) pachnie czymś czego nienawidzę: dziecięcym gównem zmieszanym z penatenem…

Oooo, leci moja muza na „muzycznym: - Maron 5 – Moves like Jagger – Młody ostatnio zadał pytanie – „a co to znaczy Jagger?” I jak go tu nie lubić?

 

2012-01-01 13:29:15 >> Prosi o modlitwę...

I minął znowu ten wariacki czas świąteczno-noworoczny. Wszystko zwalnia w robocie za to przyspiesza w centrach handlowych… Mnie na szczęście (i całą moją rodzinkę łącznie z Petitem) to w tym roku ominęło. A dlaczego? Mamcia zarządziła 2 sprawy:

- Boże Narodzenie spędzamy na występach gościnnych w Zakopanem;

- Każdy losuje tylko 1 osobę dla której robi mały prezent;

I już, szybko, miło i tanio, ale czy rodzinnie? Zobaczymy. Aha i jeszcze najważniejsza modyfikacja świąteczna – Wujek spędza święta z nami! Czyli Oli i Stefek też będą razem.

Wyjazd w piątek po południu, bez pośpiechu, powolutku i nawet bez korków. Dojechaliśmy gładko i zaokrętowaliśmy się w Willi Skorusa, od razu uderzył mnie zapach drewniano-stołówkowy i przypomniałem sobie dzieciństwo spędzany w domach wypoczynkowych w czasach PRL-u. Po kolacji poszliśmy na krótki wieczorny spacer pod reglami. Pieski wniebowzięte bo trochę śniegu pozwoliło ponurkować nosami i wytarzać się w białej substancji…

W Wigilię lans na Krupówkach, odwiedziny cmentarza na Pęksowym Brzysku, Krzeptówki, sanktuarium zakopiańskie i pełen luz. Wujek kupuje zimowe buty i lans jest od stóp do głów. I hartowanie alkoholiczne. Po raz pierwszy…

Trochę obawiałem się samej kolacji wigilijnej, bo oprócz nas mieli być jeszcze jacyś inni goście, ale w sumie wszystko odbyło się sympatycznie. Jedyna różnica polegała na braku przemówienia ojca, za to pośpiewaliśmy kolędy, tutaj brylował akustycznie Wujek, choć nie tylko tutaj, bo był także autorem najlepszych śledzików oraz wypieków własnych… Było śmiesznie, sympatycznie i poproszono nas „o modlitwę…” A prezenty super! Mamy nową patelnię!

Drugi dzień to wyprawa na Gubałówkę, rodzinka kolejką, my na piechtę, bo psy nie miały kagańców i od razu się wkurwiłem i zaoszczędziłem 26 zł plus 2 bagażowe. A i spaliliśmy kilka kalorii… Na górze drugie hartowanie alkoholiczne prze akompaniamencie kaszanki z chlebem… Wieczorkeim pożegnalny lans na Krupówkach. Uderzyło mnie brak tłumów, ale podobno bardziej popularny jest Sylwester. I dobrze!

Trzeci dzień to wodne zabawy w Białce Tatrzańskiej i wizyta w karczmie, gdzie przygrywała góralska kapela (mnie nie było, bo mieliśmy spięcie z Wujkiem z powodu kapusty…). Niestety leje deszcz i śnieg szlag trafił, piesolisy już nie mogą nurkować… No i tyle. Powrót we wtorek po śniadaniu. Gdyby nie kapusta byłoby idealnie…